F4U-1A Corsair, Vf-17, 1:48, Tamiya
Długo przymierzałem się do tego modelu. To miał być jeden z tych, do których trzeba dorosnąć. Corsair z Salomonów w barwach "Jolly Rogers". Lata temu wydębiłem kalki na "34" (ex "6") Lt. Dorisa "Chico" Fremana od Greatgonza (dzięki jeszce raz) i tak sobie leżały do niedawna czekając na ten moment. No i gdy w końcu "ten moment" przyszedł to okazał się rozczarowaniem. Cyfry się rozpadły (w sumie to wielkiej straty nie było bo coś w ich wielkości i kroju było nie tak, znaczki "LA City Limits okazały się trochę za duże, BuNo - brak i takie tam inne drobiazgi. Walka była jak zwykle u mnie długa, a czy zakończona sukcesem to już zostawiam do Waszej oceny. Celem było zbliżenie się do wizerunku znanego z kilku zdjęć samolotu - według mnie szału nie ma ale tragedii też nie. Własne modyfikacje w modelu to dorobienie klapek chłodzących w górnej części osłony silnika (charakterystyczne dla pierwszych Corsairów VF-17 z hydraulicznym napędem żaluzji), wychylenie powierzchni sterowych (w tym trymerów i poprawienie ich napędów), wydrapanie zmęczeniowych odkształceń poszycie w tylnej części kadłuba (często widoczne na zdjęciach wczesnych corsairów), przewody hamulcowe, trochę poprawione nożyce podwozia głównego. Reszta to znana i lubiana Tamiya pomalowana pactrami i wybrudzona akrylami i olejnymi dla artystów.
Muszę jeszcze zaznaczyć wyraźnie, że przyzwoite zdjęcia ostatnich modeli (z których dwa zasłużyły sobie nawet na tytuł fotki tygodnia a jedno nawet miesiąca) robi mój brat Szymon, któremu bardzo dziękuję za możliwość godziwego pokazania modeli na forum.
Zapraszam do oglądania i komentowania.











Muszę jeszcze zaznaczyć wyraźnie, że przyzwoite zdjęcia ostatnich modeli (z których dwa zasłużyły sobie nawet na tytuł fotki tygodnia a jedno nawet miesiąca) robi mój brat Szymon, któremu bardzo dziękuję za możliwość godziwego pokazania modeli na forum.
Zapraszam do oglądania i komentowania.










