Strona 1 z 2

Zorabeth "Morning Mist" - Andrea Miniatures 54mm

PostNapisane: piątek, 30 września 2011, 15:12
przez Przemysław Szymczyk
Witam

Zmalowałem babę na za krótkim (wg. mojej dziewczyny) koniu. Mam nadzieję że się Wam spodoba.

ObrazekObrazek
ObrazekObrazek

Na blogu mam bodajże 3 fotki więcej, jak kto chętny to zapraszam

Komentarze mile widziane, jak zawsze!

Re: Zorabeth "Morning Mist" - Andrea Miniatures 54mm

PostNapisane: piątek, 30 września 2011, 18:12
przez bodek66
Super wykonanie, rewelacyjna fotka, dobór tła...

Re: Zorabeth "Morning Mist" - Andrea Miniatures 54mm

PostNapisane: piątek, 30 września 2011, 18:37
przez ROMAN
To nie przedstawienie modelarskiego odtworzenia plastikowej rzeźby to po prostu rewelacja malarska. Model posłużył jako element do stworzenia obrazu ale to tylko wpasowywując się w temat. Model był elementem. Takim samym jak fotografia a nie fotogram. Piękna sprawa. Udało Ci się zespolić pospolite modelarstwo z pospolitym cykaniem fotek modelarskich. Wydawało by się, że się nie da, a jednak. Model sam w sobie świetny i prezantacia nie mniej.


SUPER praca i świetne fotki. Moje GRATULACJE.

Re: Zorabeth "Morning Mist" - Andrea Miniatures 54mm

PostNapisane: piątek, 30 września 2011, 19:02
przez uki761
Nie jestem w stanie pojąć jak można w ten sposób pomalować figurkę :shock:
Dla mnie poezja absolutna i poziom nieosiągalny. Fotki i dobór tła cudowne.

Re: Zorabeth "Morning Mist" - Andrea Miniatures 54mm

PostNapisane: piątek, 30 września 2011, 19:23
przez Przemek - MaXus
Śliczna robota, podobnie prezentacja :!:.

Re: Zorabeth "Morning Mist" - Andrea Miniatures 54mm

PostNapisane: piątek, 30 września 2011, 19:38
przez pawel
Jeśli można, to prosiłbym przepis na malowanie konia. Faktycznie jakiś taki compact version... ;o)

Re: Zorabeth "Morning Mist" - Andrea Miniatures 54mm

PostNapisane: piątek, 30 września 2011, 19:39
przez matejson
"Epickie" :shock:

Re: Zorabeth "Morning Mist" - Andrea Miniatures 54mm

PostNapisane: piątek, 30 września 2011, 20:21
przez siara1939
Fantastycznie- kon faktycznie krotki.

Re: Zorabeth "Morning Mist" - Andrea Miniatures 54mm

PostNapisane: piątek, 30 września 2011, 20:40
przez Jaho63
Ja mam wrażenie, że to jest grafika. Mógłbyś zrobić zdjęcie figurki na dłoni? Bo nie uwierzę. ;o)

Re: Zorabeth "Morning Mist" - Andrea Miniatures 54mm

PostNapisane: piątek, 30 września 2011, 20:47
przez Marek Naja
Tak jak niepowtarzalny masz sposób malowania pojazdów tak wyjechałeś tą figurką w kosmos. Nie będę pisał więcej, bo spożywam akuratnie alkohola więc moje zachwyty mogłyby dotrzeć w rejestry nieakceptowalne przez administrację.

Re: Zorabeth "Morning Mist" - Andrea Miniatures 54mm

PostNapisane: piątek, 30 września 2011, 21:29
przez shivadog
Kawał niezłego malarstwa akademickiego, robi wrażenie.
Jakoś przypomniał mi się obraz Davida.

Obrazek

Świetnie dobrane tło i światło, co tu dużo gadać zbiżasz się do malarsko/figurkowego absolutu.

Z drugiej strony, czy to nie jest maksymalny kiczor,
przez ten anielsko-rycerski temat i dobraną stylistykę?
To jest pytanie, które nachodzi mnie często gdy oglądam figurki,
zwłaszcza te najlepiej pomalowane.

Nie zmienia to faktu, że chciałbym tak umieć i w ogóle, czapki z głów.

Re: Zorabeth "Morning Mist" - Andrea Miniatures 54mm

PostNapisane: piątek, 30 września 2011, 22:27
przez Macio4ever
Kurcze... Fantastyczne, poprostu...

Re: Zorabeth "Morning Mist" - Andrea Miniatures 54mm

PostNapisane: sobota, 1 października 2011, 07:03
przez ROMAN
Jeśli mogę Cię prosić pokaż składniki Twojej świetnej pracy ...

Re: Zorabeth "Morning Mist" - Andrea Miniatures 54mm

PostNapisane: sobota, 1 października 2011, 08:29
przez kicus
Ja z kolei wolałbym kilka zdjęć "normalnych", to znaczy bez tej całej obróbki, artystycznego tła itp. Chodzi mi o to, że figurka na tych zdjęciach jakby straciła swoją trójwymiarowość i patrząc na nią wygląda jak grafika komputerowa, obraz a nie figurka.

Re: Zorabeth "Morning Mist" - Andrea Miniatures 54mm

PostNapisane: sobota, 1 października 2011, 16:11
przez Przemysław Szymczyk
Dzięki za tak pozytywny odbiór :)

Od końca - zdjęcie zwykłe na czarnym tle:

Obrazek

robione w namiocie bezcieniowym, jeden halogen 150W z góry, drugi gdzieś tam z boku leżał i świecił w sufit (normalnie oświetlam z dwóch stron, ale akurat nie miałem na czym wieszać lamp)
Zdjęcia z ręką nie mam póki co, zrobię przy najbliższej okazji ;)

Roman - składniki? czyli? :)
Malowana w całości vallejo. Zacząłem od nałożenia aerografem kolorów i wstępnego wycieniowania (koń osobno - na szaro, potem rozjaśniany, baba osobno na cielisto, potem zakleiłem ciało bluetacem i na granatowo, i osobno pelerynkę czerwienią)
Ciało baza - brown sand +odrobina basic skintone + odrobineczka carmine red. Rozjaśniałem dodając więcej basic skintone, cienie to baza plus chocolate brown plus burnt cadium red. Niebieskości intense blue plus biel, cienie intense plus czerń, na początku dadawałem nieco czerwieni, potem przemalowywałem, być może coś przebija spod spodu. Koń w zasadzie monochromatyczny, dałem pod brzuchem delikatne różowe filtry, w owłosienie zapuściłęm washa vallejo w kolorze sieny i rozjaśniłem buffem. Jeśłi kogoś interesują kolory użyte do któregośz elementów to postaram się sobie przypomnieć.
Co jeszcze potrzeba? Opóźniacza (używam Talensa) i w miarę dobrego pędzla. Nie musi być super drogi, byleby trzymał szpic. Babę zmalowałem w całości starym pędzelkiem ilateri który wsadziłem wcześniej do brush restorera vallejo. Maluję dość rzadką farbą, konsystencja zależy od tego co robię - przy cieniowaniu większych powierzchni farba rzadsza, przy detalach gęstsza, tak by się dalo zrobić cienką kreskę bez rozlewania. Często malowałem "mokre na mokre" albo nakładając bardzo rzadką jasną farbę na fragment który miał być rozjaśniony a potem pędzelkiem umoczonym w wodzie "rozsmarowując" brzegi wcześniej nałożonego "placka farby" tak by zrobić płynne przejście. Ta technika wymaga treningu i odpowiedniego doboru konsystencji i zawartości opóźniacza, ale efekty są fajne. Trudno mi dawać jakieś rady, bo mi to raz wychodzi, raz nie, trzeba eksperymentować.
Padło pytanie o konia - po nałożeniu kolorów aerografem rozjaśniałem pędzelkiem w zasadzie czystą bielą - tyle że zamiast pokrywać powierzchnię regularnie stawiałem mnóstwo cienkich kreseczek obok siebie tam gdzie chciałęm rozjaśnić- wymyśliłem że w ten sposób powierzchnia będzie ciekawsza i mniej jednorodna.
I w sumie najważniejsza zasada dot. malowania tej figurki, i pewnie wszystkich innych - jeśli włożysz w malowanie dużo czasu i pracy, figurka wygląda fajnie i efektownie - to znak że jesteś mniej więcej w połowie drogi :)
Poprawiałem mnóstwo razy, wzmacniałem cieniowanie, korygowałem jakieś małe błędy i niedokładności, dodawałem elementy makijażu i jakieś tam duperele. Być może ktoś widział "gotową" figurkę na konkursie w Łasku - po nim poprawiłem jeszcze masę rzeczy, które wcześniej wydawały mi się być ok. Wcześniej po osiągnięciu zadowalającego rezultatu wolałem nie kombinować z obawy przed popsuciem, teraz wiem że trzeba poprawiać do upadłego, w ostateczności się pomaluje od nowa :)

A czy to kicz? W sumie nie zastanawiałem się czy bliżej jest temu do tzw.sztuki czy do krasnali ogrodowych.
Dyskusje pt "czy modelarstwo to sztuka?" są dla mnie nieco jałowe - nie mnie to oceniać, to chyba należy do postronnych oglądaczy - ja tylko se czołgi składam albo ludki lepię i maluję, bo lubię :)