Miałem już dawno rozpocząć prace w ramach tego konkursu, jednak były inne zajęcia i temat się odkładał na później. Obecnie jestem już na finiszu z klubowym projektem P-47 więc mogę myśleć o czymś innym
A teraz tytułem wstępu coś o samym projekcie którym zamierzam Was tu męczyć
Curtis P-40 to przepiękna maszyna, doskonale znana wszystkim miłośnikom lotnictwa. To również jeden z ulubionych modelarskich tematów do miniaturyzacji. Praktycznie każdy modelarz kolekcjoner małego lotnictwa ma jej model w swojej kolekcji. No może prawie każdy, bo tak się złożyło że ja jej nie. Ba nawet nigdy wcześniej nie zrobiłem modelu żadnej P-40ki. Po prostu temat był dla mnie zbyt pospolity. Choć trzeba przyznać, że modelarze sięgający po ten temat mają spory wybór, bowiem wszystkich wersji tego samolotu jest masa. Praktycznie cały alfabet od A do Q i na dodatek w setkach atrakcyjnych malowań. A skoro postanowiłem przystąpić do konkursu z USA w tle, to zdecydowałem się wybrać coś na wskroś amerykańskiego do realizacji i oczywiście musi to być samolot. Wydaje mi się, że P-40ka w temacie lotnictwie będzie akurat w sam raz. Chyba jedynym bardziej ikonicznym amerykańskim samolotem może być tylko P-51 Mustang, choć zapewne można tu polemizować. Dla mnie wybór wersji do realizacji był bardzo prosty, bowiem wybrałem ostatni wariant P-40, czyli typ ”Q”. Wybór ten wynika z tego że samolot ten pojawił się po wojnie również w wersji wyścigowej. A jak powszechnie wiadomo wyścigi powietrzne to jest to co mnie najbardziej kręci. Myślę też że model w takiej wersji będzie fajnie nawiązywał do amerykańskiego tematu tego konkursu.

Tu napisze trochę o samym samolocie, który zanim stal się wyścigówką był projektem rozwojowym długiej i udanej linii myśliwców typu P-40. Projekt wstępny tej wersji samolotu zakładał dalsze poprawienie osiągów poprzez zmiany aerodynamiczne oraz zastosowanie mocniejszego silnika. Pierwsze prace ruszyły w 1943 roku jednak do końca wojny nie udało się wyeliminować wszystkich wad silnika, który był najsłabszą częścią projektu. Ogólnie zbudowano trzy prototypy XP-40Q które znacząco różniły się od siebie bowiem wszystkie powstały na bazie różnych wersji P-40. Natomiast wszystkie samoloty XP-40Q łączył ten sam silnik, czyli Allison V-1710 z dwustopniową sprężarką o mocy około 1500KM połączony z czterołopatowym śmigłem. Silnik był dłuższy i aby go pomieścić wydłużono kadłub, przy okazji zmodyfikowano też jego fragment za kabiną pilota obniżając jego górną część. Zastosowano kroplową owiewkę kabiny pilota która znacząco poprawiła widoczność i aerodynamikę całej konstrukcji. A na dodatek zmieniło to korzystnie charakterystyczną sylwetkę P-40ki. Chłodnice płynu chłodzącego przeniesiono do skrzydeł umieszczając je tuż za podwoziem głównym. Przy okazji zmieniono kształt końcówek skrzydeł co zmniejszyło ich rozpiętość o 30cm. Natomiast chłodnica oleju i wlot powietrza do silnika pozostały w klasycznym dla P-40tek miejscu. Jednak sam wlot powietrza był wyraźnie mniejszy niż w wersji N. Wszystkie te zmiany nadały nowej P-40Q bardziej dynamiczny i elegancki kształt oraz poprawiły osiągi płatowca i pozwalały na osiągniecie prędkości na poziomie 676 km/h.

Sam samolot wyścigowy powstał w oparciu o drugi prototyp P-40Q którego bazą konstrukcyjną był seryjny P-40N. Samolot ten po zakończeniu projektu został przez wytwórnię przeznaczony do kasacji i trafił do składnicy zużytego sprzętu wojskowego. Z którego został następnie kupiony za bezcen przez pilota Joe Zieglera w 1947 roku. Ziegler usunął z maszyny dużą część wyposażenia wojskowego znacząco obniżając jej masę, co wpłynęło na poprawę osiągów. Natomiast dzięki pomocy firmy Allison udało mu się do niego zamontować silnik V-1710-121 który wytwarzał moc powyżej1800 KM co pozwoliło podnieść prędkość maksymalną o kolejnych kilka kilometrów na godzinę. Maszynę zarejestrował w urzędzie lotnictwa jako cywilny samolot sportowy i nadano jej numer rejestracyjny NX300B. Następnie zgłosił samolot wyścigu Thompson Trophy gdzie przydzielono mu numer startowy 82. Podczas samego wyścigu Ziegler utrzymywał się na czwartym miejscu, lecz w czasie trzynastego okrążenia zapali mu się silnik. Pilot zboczył z trasy wyścigu i wyskoczył z płonącej maszyny, która runęła na ziemię doszczętnie niszcząc ostatni z udanej serii samolotów P-40 wytwórni Curtis. Na domiar złego, wyniku niefortunnego lądowania ze spadochronem Zeigler doznał złamania nogi i to w zasadzie koniec całej tej historii. Wyścig wygrał pilot Cook Cleland przy okazji ustanawiając nowy rekord świata prędkości lotu na zamkniętym torze, wynoszący 620 km/h pilotując samolot F2G Super Corsair.

Tu jeszcze taka ciekawostka filmowa na której widać przez chwilę samolot P-40Q (8min. 55sek.)
https://youtu.be/yHJfWkhzHhU
Historię P-40Q poznałem nieco bliżej gdy zajmowałem się budową modelu wyścigowej wersji Bella P-39 Airacobra. Wtedy natrafiłem na zdjęcie wyścigowego Curtisa, samolot ten mocno mnie zaintrygował swym wyglądem. Jednoczesnie był dla mnie kompletnie nieznany, mimo tego że jestem miłośnikiem samolotów wyścigowych. A więc pogrzebałem w Internetach i książkach i znalazłem, trochę materiałów oraz zdjęć, które rozbudziły moją wyobraźnię. Bo faktycznie maszyna była bardzo ładna a dzięki swej rasowej sylwetce od razu mi się spodobała. Więc pomyślałem czemu by nie zbudować jej modelu? Tak się dobrze złożyło, że na jednej z giełd modelarskich pojawił się zestaw takiego modelu w skali 1/48 od Planet Models który dzięki koledze Jurkowi Greinertowi udało mi się nabyć za rozsądną kwotę. Pudełko bardzo szybko wylądowało na moim biurku jednak po otwarciu i obejrzeniu zawartości entuzjazm natychmiast ostygł. Bowiem jakość tego czeskiego produktu jest raczej marna i jedyną zaletą tego zestawu jest to, że po prostu jest.

W pudełku jest wersja wojskowa i trzeba ją zdemilitaryzować na wyścigową P-40kę. A to wymaga usunięcia z modelu małego co nieco i przeróbki kilku rzeczy. Oczywiście to nic trudnego więc bez problemu bym sobie poradził. Jednak jakość poszczególnych detali była na tyle kiepska, że nie opłacało by się ich przerabiać i poprawiać. Szczególnie kłopotliwe było by poprawienie skrzydeł, które są wykonane jako krzywy i nierówny odlew w formie monolitu bez żadnych detali komór podwozia i z rozmytymi liniami podziału. Podobnie wygląda sprawa z kadłubem, usterzeniem i całym szeregiem drobnych detali. Na dodatek wszystkie odlewy są mocno zagazowane więc ich obróbka co chwilę będzie uwidaczniała jakieś otworki na powierzchni. Ogólnie zestawem byłem rozczarowany, ale nie przedstawiał się beznadziejnie. Aby nie dłubać wszystkich części od zera, postanowiłem zakupić inny dobry zestaw jako dawcę detali do mojego projektu. I w ten sposób pojawił się u mnie Eduard P-40N w tej samej skali. Dla odmiany ten czeski zestaw robi już bardzo dobre wrażenie a jakość szczegółów wszystkich detali jest niemal doskonała. Początkowo planowałem podebrać z Edka jedynie kilka elementów, jednak po analizie doszedłem do wniosku, że zrobię na odwrót, do Edka dobiorę jedynie kilka elementów z zestawu Planeta. I tu zaczyna się dopiero cały ten projekt.
W ramach porównania tych produktów zdjęcia połówek kadłubów:



Na początek zabrałem się za ciecie elementów kadłubów na części.


Jak widać były emocje



Ponieważ górna część kadłuba z żywicy Planet Models jest mocno zagazowana, przez co nie za bardzo nadaje się do wykorzystania jako uzupełnienie w zestawie Edurda. Bowiem obróbka, trasowanie linii podziału i wykonanie nitowania było by bardzo utrudnione. Postanowiłem więc ten fragment zrobić z czegoś innego. Zajrzałem do modelarskiego złomowiska z którego wygrzebałem kadłub modelu Mosquito produkcji kultowego Matchboxa w skali 1/72 (zestaw ten to prawie mój rówieśnik, 1976r.). Z tego kadłuba pozyskałem małe fragmenty których kształt pasował dosyć dobrze do tego co potrzebowałem z nich zrobić. Po trzech godzinach intensywnego piłowania i pasowania tył kadłuba miałem już zmieniony na wersję Q.


Teraz pozostało wszczepienie przodu z zestawu Planeta do kadłuba Eduarda. Tutaj gazowych bąbli w żywicznym odlewie było znacznie mniej więc postanowiłem już nie kombinować z innymi dawcami kształtów. Operacja przebiegła pomyślnie i po kilku godzinach walki z oporną materią plastiku powstała hybryda Planet- Eduard (Matchbox), która już spełnia moje oczekiwania, choć wymaga jeszcze sporego nakładu pracy przy odtwarzaniu linii podziału i innych detali.




Na razie tyle w tym temacie.
CDN










