
Malutki model (3/4 w jednostkach Spitfire'a) firmy Mikromir. Short run, więc mimo niewielu części, wymaga ich dopasowywania i kasowania nadlewek. Jak na mój gust linie podziałowe są zbyt płytkie, więc przeryłem je. Przy ich wygładzaniu cienkim klejem, okazało się, że tworzywo jest bardzo na niego wrażliwe, i w miejscach, gdzie linie dochodziły do krawędzi, klej wytrawił tworzywo, robiąc widoczne wręby. Trzeba było doszpachlowywać. Drobna, ale niezbędna jest dołączona blaszka. Jeśli ktoś myśli o tym modelu, zdecydowanie polecam dokupić dodatkowe części 3D- kabinę, wnęki podwozia i dysze silników. Plastikowe są mydlane, nie pasują i w ogóle nie mają nawet podejścia do drukowanych. Brakuje tylko kalkomanii do tablic przyrządów, więc trzeba malować samemu, ale delikatne, wypukłe detale, znakomicie to ułatwiają. Do fotela dołożyłem kolorowe pasy bezpieczeństwa.




Ponieważ tak naprawdę ten samolot nie latał, mogłem pozwolić sobie na dowolne malowanie, a ponieważ miała to być maszyna niewidzialna, umyśliłem sobie pomalować ją farbą najczarniejszą z czarnych- Musou Black.
Efekt ogólnie jest fajny, ale farba o nieco zamszowej strukturze, to "panna niedotykalska". Nie toleruje żadnego dotknięcia, każde pozostawia trwały ślad. Próba polakierowania matem zmienia tą farbę w zwykłą czarną. Żeby modelu nie dotykać, po pomalowaniu dołu, przykleiłem go na podstawkę, i resztę malowałem już na niej. Nie ma możliwości przyklejenia na nią kalkomanii, srebrzą się mimo podlewania wszystkim, łącznie z "trójką" Bilmodela z pędzla. Spróbowałem trochę podretuszować je Musou Black pędzelkiem. W dodatku każdy płyn pozostawiał zaciek, który następnie maskowałem tą samą farbą z aerografu, na podstawce i po położonych kalkach. Do polecenia tylko dla masochistów!






































