Przed każdą sesją malarską dbam by włosy kciukowe nie wytarły się czasem. Dzięki nim wzrasta precyzja w procesie zdejmowania nadmiaru farby z pędzla. Niezwykle istotny jest kąt ugięcia stawu . Musi mieścić się w zakresie 42-45 stopni. Jak ktoś nie potrafi utrzymać go tak przez dłuższy czas niech zapomni o modelach. Mycie to nie problem. Zabrudzony kciuk czyszczę wraz z resztą Gonza na święto Kupały.
fragles napisał(a):Będzie widoczna "dramatyczna" różnica
Chcę wierzyć, że nie. Uważam,że efekt ten powinien być z gatunku tych, których trzeba się doszukiwać.
'A tutaj to ..., nie chyba mi się zdawało... nie no czekaj tu chyba jest jakby przybrudzone takim olejowatym. Robiłeś coś tam?'
Oczywiście istnieje ryzyko, że kilka godzin pracy pozostanie całkowicie niezauważone. Jednak zrobienie tego tak, by było bez wątpliwości widoczne gwarantuje uzyskanie efektu sztucznego.
Bartku, wspomniałem dwie strony wcześniej, że washa nie obiecuję i słowa dotrzymałem. Nie przekonuje mnie ta technika bo uważam, że trudno jest ją kontrolować. Może jeszcze na powierzchniach, choć i tak wydaje mi się, że w końcowym efekcie dużo jest przypadkowości. Jak skontrolować takie cieniowanie w zakamarkach to już zupełnie nie wiem. A ja chcę mieć możliwość zadecydowania, że w tym zaułeczku to będzie brudno i oleisto, bo tu ciekło z siłownika, a w drugim, identycznym zaułku tylko trochę kurzu bo tu nic nie ciekło. Nie twierdzę, że koniecznie mi to wychodzi ale z washem odebrałbym sobie wszelkie szanse.
Podkreślam JA i SOBIE. Niewykluczone, że po prostu nie potrafię obchodzić się z taką techniką.
W przypadku tych wnęk wash był wykluczony obiektywnie. Nie poprawiałem w nich nic po pierwszym klejeniu modelu poza zalaniem szczeliny w suficie. Jakość powłok malarskich i obróbki powierzchni jest taka, że diabeł jeden wie co płukanka wyciągnęłaby na wierzch.
A ja i tak wolę namazać sobie to co chcę. Dlatego użyłem (użyję) materiałów z przedostatniej fotki. Obicia i przetarcia srebrzanką Humbrola (firma raczej bez znaczenia), cieniowanie pastelami z gamy na fotce i trochę zacieków pędzelkiem zwilżonym w rozpuszczalnku i trochę w jakichś farbach (zwilżenie kontrolowane metodą kciuka

). Malując zacieki zawsze trzeba pamiętać o dopasowaniu ich przebiegu do pozycji stojącego samolotu. Ja mam wielki problem z tym pamiętaniem i często w ostatniej chwili łapię się na próbie sabotażu. Czasem nie zdążę

.