Timi, to znak, że książka już swoje odleżała i czas do niej powrócić

. Ja akurat to zdanie pamiętam bo od razu zwróciłem na nie uwagę. Zresztą potwierdza to Piotr Wiśniewski we wspomnianym wcześniej artykule z Model Hobby, więc daruję sobie szukanie cytatu.
Oczywiście malowanie Luftwaffe nie może być tu rozumiane jako zorganizowanie oddziału specjalnego do porwania niemieckich malarzy samolotów wraz z zapasem farb i dowleczenie ich do malarni 56 FG z zadaniem odtworzenia kamuflażu wroga na samolocie dowódcy. To luźna interpretacja tematu autorstwa chłopaka z South Dakota, czy skąd tam, uzbrojonego w pistolet lakierniczy, kilka fotek z gazet i instrukcje szefa. Tak to sobie wyobrażam.
O sens takiego malowania trzeba by było zapytać samego pilota. Niestety już się nie da. Według mnie odpowiedzi trzeba szukać w naturze człowieka. Gabby pomalował samolot zgodnie ze swoimi przekonaniami, tak by dobrze się z tym czuć. Był w pewnym sensie wojskowym purystą i wybór dobrego funkcjonalnie kamuflażu zgadza się z jego niechęcią do nose Artów. Zależało mu na bojowym wyglądzie samolotu i odrzucał akcenty cyrkowe. W sumie z tego samego powodu (lepszego samopoczucia) inni piloci 56 grupy malowali swoje superbolty na dziwaczne kolory, czy pierwszowojenni rycerze przestworzy odtwarzali na swoich płatowcach pstrokate barwy kawaleryjskich mundurów, które nosili zanim wstąpili do lotnictwa. I to w siłach zbrojnych, w których na naukowych podstawach opracowano doskonały kamuflaż deformujący – Lozenge. Ja odczuwam to samo gdy projektuję malowanie swojego kasku czy teamowe malowanie motocykli.
Problem ‘friendly fire’ był wg mnie pomijalny. Opl strzelał do celów odległych albo bardzo szybko się przemieszczających i kamuflaż nie robił tu różnicy. Znam wiele relacji o strzelaniu do nierozpoznanego samolotu i bodaj żadnej o zaprzestaniu ognia ze względu na rozpoznanie przynależności. W konfrontacjach powietrznych, gdzie różnice prędkości były znacznie mniejsze to prędzej ale wiadomo, że strzelcy faktycznie walili do wszystkiego i nieprzypadkowo wyznaczano strefy obronne, w których wrogiem było wszystko i swoi myśliwcy zapuszczali się tam na własne ryzyko. Czy te wnioski mają sens, czy nie – nie zmienia to faktu, że Gabryszewski taki właśnie kamuflaż sobie zażyczył.
Autor modelu podrzuconego przez Lazycata nie do końca odrobił lekcje. Nie zgadza się porównanie plam ze skrzydła z fotkami pokazującymi krawędź natarcia. O lewym skrzydle naturalnie mowa, bo prawe to tajemnica jest. Reszty nie sprawdzałem. To wystarczyło, że straciłem zapał.