przez greatgonzo » środa, 1 września 2010, 14:40
WN posłużył się skrajnym przykładem, ale zasada jest słuszna. I z tymi szybami też prawda. Dodatkowo dochodzi jeszcze kwestia kolorystyki pomieszczenia i bezpośredniego sąsiedztwa miejsca malowania. Jeszcze pora dnia i roku dorzucają swoje trzy grosze.To wszystko ma wpływ na odbiór barw, a różnic nie dostrzegamy bo nigdy nie mamy do czynienia z bezpośrednim porównaniem i w ogóle na ogól nas to nie obchodzi.
Ale ważniejsza jest inna kwestia. Dzienne światło jako jedynie słuszne źródło miało sens lata temu, gdy albo był dzień, albo najwyżej półmrok. Dzisiaj w sztucznym oświetleniu funkcjonujemy coraz więcej i odbiór świata w nim właśnie staje się niemal równie ważny, a w przypadku niektórych nawet dominuje. Żyjąc w takich warunkach uczymy się kontrolować barwy mimo różnic rodzaju oświetlenia, które wcale nie są większe niż te wynikające z przyczyn, o których wspomniałem wyżej. Ważne jest by światła było wystarczająco dużo i by temperaturowo nie było zdecydowanie wychodzące poza normę. To umowne stwierdzenie, ale chyba jasne jest o co chodzi.
Być może wymaga to trochę czasu i zwracania uwagi na zachowanie barw. Nie wiem, nigdy tego nie robiłem specjalnie. W każdym razie pracownię mam w pomieszczeniu bez okien. Kiedy pracuję, w większości przypadków i tak jest ciemno, więc różnicy mi to nie robi. Jarzeniówki o 'dziennym' zabarwieniu wspomagane kilkoma (w zależności od potrzeb) halogenami świecącymi bezpośrednio, lub światłem odbitym od białego sufitu pozwalają mi bawić się w dowolne niuanse barwne. Także stanowią oświetlenie do fotografii.
A stół konkursowy, stołem konkursowym, ale ilu z nas, z ręką na sercu może powiedzieć, że ma gabloty z modelami ustawione tak, że w dzień świetnie eksponuje je światło dzienne i nie wymagają wspomagania sztucznym? Czyż idąc tą drogą nie powinniśmy malować modeli w identycznych warunkach, w jakich stoją one później na półkach? Nie przesadzajmy.