Meng nie najgorzej rozwiązał sposób łączenia zarówno skrzydeł jak i kadłuba, przez co obyło się praktycznie bez szpachlowania/zalewania klejem szpar. Troszkę na końcach skrzydeł i w dwóch miejscach łączenia kadłuba ze skrzydłami trzeba było popracować, ale wyszło dobrze. Zostało mi w tym temacie odrobinę jeszcze szlifowania i odtwarzania dosłownie ze 2 cm linii podziału, albo i to nie. Innymi słowy, poszło gładko.
Problemem było tylko samo sklejenie, w pewnym sensie, bo po złożeniu kadłuba i skrzydeł, pomiędzy nimi ziały z obu stron ponad milimetrowe szpary. Nie było wyjścia, na siłę docisnąłem jedno i drugie i nadspodziewanie elegancko to się skleiło.
Oto F-102 w całym swoim kształcie (od razu mówię czepialskim: to na nosie to nie szpary, tylko zeszlifowany, czarny klej CA Loctite

Odciąłem wczoraj dwie klapy od skrzydła. Są już oszlifowane i przygotowane do montażu, podobnie krawędzie skrzydeł. Zamontuję je w pozycji wychylonej.
Dokończyłem także prace nad komorami podwozia głównego, montując końcówki okablowania i przewodów, oraz robiąc drobne podmalówki. Tak to wygląda w tej chwili, jak na zdjęciu poniżej. Do tego dojdzie oczywiście samo podwozie oraz siłowniki.
Nie waloryzowałem samej komory uzbrojenia (nie ma na to miejsca), gdyż będzie szczelnie zapchana rakietami oraz klapami.

A tak wyglądają wnęki podwozia na zbliżeniu:





























