Powoli, drobnymi kroczkami posuwam się do przodu.
Oglądając zdjęcia myśliwca zauważyłem, że w tylnej części kabiny, tam gdzie jest mechanizm podnoszenia owiewki, Aires nie odtworzył kilku istotnych przewodów i wyposażenia.
Postanowiłem więc to dorobić: jakiś przewód elektryczny, przewód wentylacyjny i jakąś skrzyneczkę, kij wie do czego. Przy okazji przemalowałem ten fragment samolotu, bo było za brudno.

Po pomalowaniu i utytłaniu na nowo, wygląda teraz to tak.

Jako że pracuję nad kanałem wlotowym, postanowiłem dla relaksu przygotować turbinę która jest na jego końcu (to turbina sprężarki? sam nie wiem co to jest w zasadzie)
Gdybym pomalował ją tak jak każe instrukcja, czyli burnt ironem, byłaby to tylko ciemna plama.
W interku znalazłem na to ciekawy patent: pomalowałem najpierw całą turbinę kolorem burnt iron, a potem kolorem white aluminium trysnąłem na same krawędzie łopatek i obudowę.
Dzięki temu wszystkie krawędzie świecą nieco w ciemności i wygląda to fajnie.
Oto sama turbinka (jak to kiedyś mówili w programie B.A.R. (Bezalkoholowa Audycja Radiowa): "wstawimy mu turbinkę, by pił tylko krzynkę"):

A po zamontowaniu i zamknięciu kanału, wygląda tak:

Na koniec mały sukces z obróbką kanału wlotowego i wnęki podwozia.
Udało się ładnie zeszlifować co trzeba, żeby wpasować przednią wnękę, choć zarówno ściankę wlotu powietrza, jak i spód wnęki musiałem szlifować na grubość papieru, a i tak trzeba trochę dociskać, żeby się ładnie zeszło.
Trzeba jednak przyznać, że poza tym komora jest spasowana do otworu w kadłubie wręcz idealnie.
