Szary podkład Wildera „dostałem”, to się podzielę spostrzeżeniami... Po otworzeniu opakowania mamy konsystencję gluta, no może szpachli w płynie, w każdym bądź razie pipetą tego nie przelejesz... Pan każe rozcieńczać wodą to rozrobiłem 1 do 1. Mam wrażenie, że kiepsko się łączy. Może woda amerykańska jest potrzebna.
Było nie było się udało. Prawie bo aero się zapchało niemal natychmiast. Po zwiększeniu ciśnienia i przepływu poszło, ale trudno byłoby powiedzieć, że było przyjemnie. Jestem przyzwyczajony do podkładów producentów farb do modeli samochodów (Zero-Paint, czy Gravity) i w porównaniu do nich malowanie Wilderem jest dość ciężkie. Krycie niby dobre, trzy warstwy wystarczyły żeby pokryć złoma pomazanego na ciemno zielono, przy czym dostajemy ładną, gładką, półmatową powierzchnie. Nie potrafiłem jednak złapać punktu panowania nad farbą, co w przypadku innych podkładów przychodziło mi raczej łatwo. Czy ten Wilder taki wymagający, czy ze mnie du..pa nie wiem. Z pewnością „ujeżdżenie go” wymaga wykonania kilku malowań. Koniec końców wrzuciłem do suszarki, zapuściłem drugi bieg i odczekałem 30 min. Po wyjęciu zrobiłem sobie „test” taśmą Tamki. W przypadku Surfa od Gunze, czy innych zawsze było spoko. Wilder też się nie poddał. No dobra… To wziąłem taśmę 3M i docisnąłem ją naprawdę mocno… Nic… No to pomyślałem. potraktuję cholerę Tamką 5 cm , co ponoć zrywa wszystko. Nic nie ruszyła… Plusy ujemne widzę takie:
1. Kryje bardzo cienko i daje „przyjemną” powierzchnie.
2. Bardzo trudno zrobić zaciek, z łatwością można nadmiar podkładu „rozdmuchać”.
3. Zupełnie bezwonny.
4. Rozpuszczalnik jest w kranie.
5. Szybko schnie (nie wiem czy równie szybko się utwardza).
6. Można malować plastik, metal, żywicę.
Generalnie na 4+ (w starej skali do „5”), przy czym obniżka z „5” to raczej po złości, że przyjemność była na końcu , a nie w trakcie
malowania.
